Dyskoteki i kawiarnie dla młodzieży.

Jest ona już tradycyjnie czarną owcą solą w oku i czerwoną płachtą dla wszystkich działaczy kultury. Niesforna, kapryśna, trudno ją zaktywizować, trudno upchnąć w ramki działalności upowszechnieniowej. Nie ukrywają krytycznego stosunku do młodzieży - bo to tylko dyskoteka, alkohol i narkotyki. Nikt nie jest w stanie niczego ich nauczyć, ani wytłumaczyć. Dyskoteki są głównym źródłem przychodu pieniędzy nie pochodzących z dotacji. Jest to też pewnych 500-600 osób co tydzień - uczestników imprez organizowanych w domu kultury. Tego więc nie warto ograniczać. Trzeba tylko patrzeć i pilnować, czy czego nie wnoszą na zabawę, albo czy nie niszczą. Poza dyskotekami obecność młodzieży nie jest już tak mile widziana. Są powody. Podobno przesiadywali godzinami w kawiarnianych fotelach, a potem znajdowano pod stolikami puste butelki po alkoholu i narzędzia do szprycowania. Dyrektor zastosował cięcie dość radykalne - zamknął kawiarnię na półtora miesiąca, tyle bowiem , czasu potrzeba było na wydrukowanie kart wstępu. Teraz do kawiarni w Łodzi wchodzenie sprawia wrażenie pustego. Mimo przepełnionego wykazu zajęć i natłoku imprez. Przemierzam korytarze, halle, schody i niewielu ludzi spotykam. Przeważnie są to woźne, albo szatniarki. Trzeba przyznać, że jest tutaj bardzo czysto - znać rękę gospodarza. Podstawowym wskaźnikiem ogólnopolskim jest w tym temacie stan i wygląd toalet. W dyskotekach w Łodzi we wszystkich jest papier toaletowy, mydło i działająca suszarka. Podobno jest to wyjątkowy dzień, że tak niewiele tu się dzieje. Jedynie w Centrum panuje ruch i gwar. Gdzieś też trwają zajęcia kursu kosmetycznego dla pań. Miała być próba zespołu muzycznego, ale przyszły tylko dwie osoby. W sali baletowej ćwiczą małe dziewczynki.. Grzecznie dygają na moje przywitanie. Mamusie i babcie baletniczek siedzą na ławce przed salą - czekają na koniec zajęć, aby odprowadzić swe pociechy do domów. Cicho rozmawiają ze sobą, jak w poczekalni do lekarza lub w urzędzie. Czemu nie pójdą na kawę, albo coś ciekawego poczytać, zobaczyć wystawę?. Dlaczego nie wykorzystują tego czasu, spędzonego w domu kultury?. Do głowy by im to nie przyszło - woła dyrektor. - To brak nawyku korzystania z kultury na co dzień!. A może to jest tak, że dom kultury w dalszym ciągu kojarzy się wyłącznie z wywijaniem obertasa w kółku folklorystycznym lub z zajęciami dla grzecznych?. Ze świątynią kultury, do której chodzi się bardziej dlatego, że wypada niż z chęci ciekawego spędzenia wolnego czasu w Łodzi?.