Kobiety z Łodzi - ankieta.

Jak pani dotarta do tych kobiet, przypuszczam, że nie było to łatwe? Część danych wyszukałam w Urzędach Stanu Cywilnego Łodzi, część w aktach. Pewne wskazówki znalazłam również w rejestrach sądowych. Koniec końców, udało mi się odnaleźć prawie 2700 adresów niezamężnych kobiet. Napisała pani do nich?. Tak. Do każdej wysłałam kwestionariusz obszernej ankiety. Ciekawe, ile z nich zdecydowało się opowiedzieć o swoim życiu w Łodzi?. Mniej więcej co trzecia. Zważywszy na to, że co dziesiąty adres okazał się już nieaktualny, to niemało. Wiele kobiet nadesłało listy z prośbą o pomoc i radę. Były i takie, które nie zawahały się dołączyć do ankiety obszernych, często intymnych zwierzeń, wręcz pamiętników. Zapewne łatwiej o swoich przeżyciach rozmawiać z kimś właśnie listownie. Ale z doświadczeń redakcyjnych wiem, że przy takich okazjach chętniej za pióro biorą te przede wszystkim kobiety, które są z nim, jak to się mówi, obyte. Rzeczywiście ankieta w pewnym stopniu potwierdza te spostrzeżenia. Wzięło w niej bowiem udział stosunkowo dużo (bo 9 procent) kobiet z wyższym i półwyższym wykształceniem. Znowu procentowo rzecz biorąc, aż dwa razy więcej niż było ich w Łódzkiej populacji niezamężnych kobiet. Oczywiście odezwały się również kobiety, które nie miały ukończonej nawet szkoły podstawowej. Jeśli pani pozwoli, pozostańmy przy statystyce. Ile rocznie niezamężnych kobiet zostaje matkami?. Trzydzieści trzy, trzydzieści cztery tysiące. Stanowi to niespełna 5 procent wszystkich urodzeń żywych. Co ciekawe, wskaźnik ten od początku lat sześćdziesiątych utrzymuje się na tym samym poziomie. Wróćmy do pani ankiety; obraz jakiej kobiety z nich się wyłania?. Młodej (ponad połowa z nich nie przekroczyła trzydziestego roku życia), mieszkanki miasta Łódź (z górą 85 procent miało adres miejski), matki małego dziecka. Wszystko inne różniło te kobiety. A więc pochodzenie społeczne, wykształcenie, sytuacja materialna, wreszcie, zasób doświadczeń życiowych. Czy te kobiety kierowały własnym losem, czy to raczej on kierował nimi?. Pyta pani o przyczyny samotnego macierzyństwa. Najczęstsza: zakochana dziewczyna liczyła na małżeństwo, do tego związku jednak z różnych przyczyn nie doszło. Bo partner, często również bardzo młody, okazał się nieodpowiedzialny i zawiódł. Tak, jak w tej historii, którą opowiada młodziutka kobieta: Urodziłam syna mając 15 lat i 4 miesiące. Pokochałam ojca swego dziecka prawdziwą miłością. Chciałam wychować dziecko razem z nim. Zapewniona o miłości i przyszłym małżeństwie, zeznałam przed prokuratorem, bo byłam nieletnia, że go bardzo kocham. W ten sposób chroniłam. Zostałam opuszczona, bez środków do życia i możliwości wzięcia. Ojciec znalazł sobie Inną towarzyszkę życia, bogatą, starszą od siebie o 5 lat, ma z nią dwoje dzieci w Łodzi. Przez najbliższe otoczenie nie zostałam zaakceptowana, ojciec nie pozwolił mi wrócić do domu z dzieckiem. Nie pukam do żadnych drzwi, nie oczekuję pomocy, zawiedli mnie ludzie, których kochałam. Warto może dopowiedzieć, że akurat ta kobieta znalazła w sobie dość hartu ducha, aby skończyć szkołę średnią, usamodzielnić się, próbować odzyskać siły. Przegrywa jednak kolejne sprawy w sądzie, bo... bo nie ma własnego mieszkania w Łodzi. Nie traci jednak nadziei, że połączy się z rodziną.

Recent Posts