Dżentelmeński model małżeństwa.

Wśród par holenderskich odnotowano zwyczaj sterylizowania się, by adoptować dzieci z głodujących krajów. Podobnie bywa w Szwecji. Partnerzy sprawdzają się w działalności społecznej, są często pracownikami socjalnymi, opiekunami itp. Partnerzy przywiązują ogromną wagę do seksu, jego jakości, ale również do własnych osobowości. Są ze sobą bez przymusu, jeżeli jedno oświadcza, że przestało kochać i odchodzi, drugiemu nawet nie wypada walczyć. Z wiernością bywa różnie. - Czyżby ten model byt małżeństwem przyszłości?. - Ma on tak poważne wady, że nie do każdych warunków się nadaje, i nawet w państwach, gdzie oficjalnie go akceptowano, rodzi się krytyczna refleksja Problemem jest kruchość tych związków; np. w Stanach małżeństwo trwa w tej chwili przeciętnie 7 lat. Małżeństwa te są niezmiernie intensywne uczuciowo, a ponieważ konflikty nie mogą rozłożyć się na więcej osób w rodzinie, rozsadzają po prostu związek. Takie współżycie, jak się wydaje, nadmiernie obarcza każdego z partnerów w szczególności dżentelmena: zbytnia uczciwość, żądanie przesadnej szczerości. - Ale można się rozejść, bez pretensji, bez walki o partnera. - Co nie znaczy - bez dramatów. Przecież jednak takie pary miewają dzieci. A wszędzie, gdzie istnieje możliwość rozwiązania małżeństwa ze względu na to, że nie satysfakcjonuje ono jednego ze współmałżonków, pojawiają się sprzeczności między interesem partnerów a interesem dzieci. - W Szwecji próbowano to rozwiązać, gwarantując alimenty, wychowując dzieci w przekonaniu, że rodzice, mimo Iż są osobno, nadal je kochają. - I nie bardzo to Szwedom wychodzi. Okazuje się, że nic nie zastąpią dzieciom poczucia bezpieczeństwa, wynikającego z posiadania pełnej rodziny, z faktu wspólnego zamieszkiwania z obojgiem rodziców. Doszli więc do wniosku, że trzeba przywrócić związek między małżeństwem a rodzicielstwem. Wpadli na to już neandertalczycy, my musimy z wielkimi kosztami społecznymi popełniać błędy, żeby wracać do prastarych rozwiązań. Stąd wzrastająca rola poradnictwa rodzinnego, które rozwija się zresztą również u nas. Pomaga się rodzinie przezwyciężyć konflikty, reanimuje nawet pozornie umarłe małżeństwa. Co nie znaczy, że wracamy na Sto procent do modelu umowy między rodzinami. Małżeństwo dżentelmena z miłości jest wielką zdobyczą naszych czasów. Ale jeżeli powołuje się do życia dzieci, małżeństwo przestaje być prywatnym związkiem, a zaczyna być instytucją społeczną. Oparliśmy trwałość małżeństwa na kruchych podstawach: na uczuciach. Uczucia, jak wiadomo, są niestałe, zwłaszcza uczucia między mężczyzną a kobietą. Równocześnie - ludzie nie uczą się poznawać i rozumieć własnych emocji. Ileż wydano poradników, jak uprawiać działkę albo dbać o samochód, ale trudno o poradę w materii tak delikatnej, jak sprawa uczuć. Brakuje nam wiedzy tak dalece, że nierzadko bierzemy za trwałe uczucie chwilową fascynację. Dużo się przecież takich porad ostatnio pojawię. Ale brak nam konsekwentnego programu edukacji emocjonalnej; uczenia już od dziecka, jak współżyć z grupą, jak być z drugim człowiekiem, jak rozwiązywać konflikty, jak żyć z innymi w zgodzie nie rezygnując z siebie i z własnych potrzeb. Pozwalając ludziom kierować się w małżeństwie wyłącznie uczuciem zrobiliśmy tak, jakbyśmy. Bo przecież ściśle prywatne prawo pójścia za uczuciami ma głębsze skutki w życiu społeczeństw. Zakochałem się - mówi 20-latek i żeni się. Odkochałem się - mówi dżentelmen i rozwodzi się. Ma prawo?.