Samotne macierzyństwo.

Chciałabym jeszcze wrócić do przyczyn samotnego macierzyństwa, nie wyczerpałyśmy jeszcze tego tematu. Zaskakująco duży procent kobiet wypowiadających się w ankiecie przyznaje otwarcie, że dziecko urodziłam świadoma swego czynu. Uważam je za cel życia. Zdaję sobie w pełni sprawę z obowiązków i odpowiedzialności za jego wychowanie. Inna matka wyznaje: Ponieważ jestem (i byłam) osobą niezależną materialnie, decyzja o urodzeniu dziecka była całkowicie świadoma: zdawałam sobie sprawę, że dziecko będę musiała wychować sama i tylko sama, i stać mnie będzie na to. Równocześnie wiedziałam, że będzie to ograniczenie mojej kariery zawodowej (wyjazdów na staże i stypendia zagraniczne). Mimo to stwierdziłam, że dziecko będzie w stanie wynagrodzić mi te braki i związane z jego wychowaniem kłopoty. A więc na samotne macierzyństwo decydują się kobiety wykształcone, niezależne materialnie i zwykle już nie najmłodsze. W niektórych krajach europejskich dynamiczne czterdziestolatki właśnie w ten sposób demonstrują swoją niezależność i samodzielność. Nie oceniam tego zjawiska, jedynie je sygnalizuję. Bo i u nas zaczyna ono występować. Aliści słyszy się opinie, że coraz częściej panny rodzą dzieci, bo im się to opłaca. Nie zgadzam się z takim poglądem, ale go przytaczam. Co pani sądzi na ten temat?. Opłaca się w materialnym znaczeniu tego słowa?. No tak. Większy zasiłek wychowawczy, 500 plus, pierwszeństwo w przyjęciu dziecka do żłobka i przedszkola. To chyba ludzie mają na myśli. Jestem zaskoczona takim postawieniem sprawy. Badania swoje prowadziłam wprawdzie jakiś czas temu i nic podobnego z nich nie wynikało. Trudno sobie wyobrazić, aby jakakolwiek kobieta tak na zimno, z ołówkiem w ręku mogła planować swoje życie, które przecież nie wiadomo jak się w rezultacie ułoży. Ale jednak niewątpliwie pewien ton pretensji do niezamężnych matek daje się wyczuć, czasem także w listach kierowanych do różnych redakcji. Pomijam tu niebłahy skądinąd fakt, że w wielu środowiskach urodzenie dziecka pozamałżeńskiego oceniane jest jako złamanie obowiązujących zasad obyczajowych, a nawet moralnych. Idzie mi bowiem o ten odruch niechęci do słabszych, w jakikolwiek sposób słabszych, który pojawia się wszędzie tam, gdzie pożądanych dóbr nie starczy na obdzielenie wszystkich. O miejsce w przedszkolu się walczy. No i proszę, przychodzi samotna matka i jest na swój sposób lepsza od nas, bo jej dziecko będzie przyjęte, a nasze może się nie dostać. No, ale problem tkwi nie w tym, że jest ' tak dużo samotnych matek.