Szczerbaty uśmiech - stomatologia Łódź.

Jak jest z naszym uzębieniem - wystarczy uśmiechnąć się, a każdy widzi. W podstawowej służbie zdrowia - w przychodniach rejonowych i zakładowych - zapisy do stomatologa przyjmuje się z parotygodniowym lub nawet paromiesięcznym wyprzedzeniem. Wizyty w prywatnych gabinetach - nie na każdą kieszeń, A co w lekarskich spółdzielniach pracy? Jesienią pacjent staje przed barierami nie do pokonania. Tablice informacyjne gęsto upstrzone są . wywieszkami „urlop" i „zapisy wstrzymane". Panie rejestratorki przekonują, że od stycznia wszystko wróci do normy. Lekarska Spółdzielnia jest potentatem w świadczeniu stomatologicznych usług dla mieszkańców Łodzi. Ma 18 przychodni specjalistycznych. Zatrudnia 191 stomatologów. Wśród nich aż 56 osób to emeryci. Nie mają oni żadnych obciążeń etatowych, mogą przyjmować pacjentów częściej i dłużej niż ich młodsi koledzy. Gros lekarzy - to kobiety: są one młodymi emerytkami (55-57 lat), w pełni kondycji zawodowej, mają już za sobą okres wzmożonych obowiązków macierzyńskich. Mają w zamian - duże doświadczenie - rutynę. Pracują chętnie i wydajnie. Jednak one i oni - emeryci - są sprawcami wyhamowania działalności spółdzielni w miarę zbliżania się Sylwestra. Obowiązuje bowiem przepis, który zezwala - przy utrzymaniu świadczenia emerytalnego - na dodatkowe zarobki nie większe niż 120 tys. zł rocznie. Zgrozą powiało w ubiegłym roku, kiedy po podsumowaniach okazało się, że kilkoro emerytów przekroczyło nieco ten limit i że zawisło nad nimi widmo zawieszenia emerytury. Po paru nerwowych miesiącach pisania oświadczeń i tłumaczeń udało się je oddalić strzeżen. Dentyści stali się księgowymi. Parę osób doliczyło się limitu w czasie wakacji. W początkach listopada z bezpłatnych urlopów korzystało już 29 osób. 27 finiszowało. - Mam już dokładnie wyliczonych pacjentów - informuje jedna z finiszujących. - Ani jednego więcej nie przyjmę! Że czuję się szmatławe gdy odsyłam z kwitkiem człowieka z bólem - jak to zdarzyło mi się przed godziną!? Jestem lekarzem. Muszę jednak przyzwyczaić się, że przepis jest ważniejszy niż człowiek. Zarząd wystąpił do prezydenta stolicy z prośbą o potraktowanie jego pracowników tak, jak są traktowani stomatolodzy-emeryci, gdy podejmują pracę w podstawowej służbie zdrowia, czyli o zwiększenie limitu dodatkowych zarobków do granicy 144 tys. zł rocznie. Poza wyjątkami - nowy limit rozwiązałby problem. Jasne? Przepis to przepis. Nieporozumieniem jest chyba ścisłe trzymanie się nawet najsłuszniejszych przepisów, gdy w konsekwencji godzą one w interes społeczny. Upłynęło już przecież sporo czasu, by można było się przekonać, że zachęta materialna nie skutkuje i dentyści jakoś nie kwapią się do podejmowania dodatkowej pracy w rejonowych przychodniach. Może ich odstrasza kiepska organizacja pracy? Innym paradoksem jest podejście do prywatnych gabinetów stomatologicznych. Były przepisy, które nie zezwalały na jednoczesne korzystanie z uprawnień emerytalnych i uprawianie praktyki prywatnej. Zmieniono je. I bardzo dobrze! Szkoda tylko, że obecnie prywatni stomatolodzy są w uprzywilejowanej sytuacji w stosunku do stomatologów z Łodzi. I nic dziwnego, że mnożą się teraz prywatne gabinety. W najbliższych latach nie zanosi się na poprawę sytuacji w usługach stomatologicznych. Lekarzy brakuje. Gros dziś praktykujących, to ludzie zbliżający się do lukę, minie parę lat I żeby nie okazało się, że nie lekarzy stomatologów, ale techników protetyków na gwałt wtedy będziemy łaknąć. Trzeba uporządkować przepisy regulujące działalność stomatologów, tak by interes pacjenta rzeczywiście był najważniejszy. Cóż nam bowiem z tego, że w rejonowej przychodni etaty czekają na lekarzy, w spółdzielniach -lekarze czekają na Nowy Rok, w prywatnych gabinetach ceny idą w górę - skoro my, pacjenci, tracimy zęby, zgrzytając ze złości