Uczucia i ambicje młodego egoisty

Różnie bowiem w życiu bywa i najbardziej nawet intensywna pedagogika społeczna nie usunie zahamowań wynikających na przykład z egoizmu, czy też po prostu z niedowładu uczuć. Na ogól jednak, po oswojeniu się z myślą, że oto jest i że z tego.. cos wynika zawsze znajdzie chwilę, by sobie westchnąć. A potem nieco pomarzy o takiej przyszłości, jakiej by nowemu obywatelowi Świata życzył. Wyjątkiem są tu egoiści przemądrzali, zbyt oblatani w genetyce i zbyt skołowani wiadomościami o kwasach noszących straszliwe nazwy, by móc wykrzesać z siebie iskierkę uczucia, że coś po nich, choćby z temperamentu, choćby z cech charakteru przejmie. Na szczęście większość z nas, to rodzice naiwni, a więc pogodnie wierzący w swoje możliwości sprawcze i powiadający sobie, że chyba nie będzie tak źle, odrobina starań pozwoli to stworzenie wykierować na ludzi, a to znaczy... I tu zaczyna się cała historia wcale nie bagatelna dla młodego obywatela. Historia ambicji egoistycznych, opisana w tysiącach powieści, w setkach scenariuszów filmowych i dramatów scenicznych o losach ludzi na których te ambicje fatalnie zaważyły. O tych drapieżnych matkach, które nie chciały oddać syna byle komu i doprowadziły do zwichnięcia jego uczuciowego życia, o apodyktycznych ojcach, którzy mieli swoją koncepcję losu własnego dziecka i przymuszali je do rzeczy, do karier przez nie znienawidzonych. O uczuciach towarzyszących dojrzałym już dzieciom swoją troską, ale i wścibstwem aż obezwładniającym. Kiedy to piszę, doznaję uczucia towarzyszącego pracy bajkopisarza. Państwo wiecie zapewne, dlaczego - co? No, oczywiście! Gdzie są teraz ci przyjaciele? A z drugiej strony, gdzie są te dzieci, pozwalające na takie zniewolenie? Kto sobie może pozwolić dziś na taką ingerencję w życie egoisty? Dziesiątki tysięcy nauczycieli lamie sobie głowę, co zrobić z młodymi ludźmi, nie dopilnowanymi, nie poddanymi należytej dyscyplinie domowej, a często raczej oddanych opiece, niczemu zaś ponadto. Tak więc chciałoby się mieć wokół siebie więcej przedmiotów, które nie tylko ograniczają się do westchnienia - lecz istotnie ambitnie kierującymi pierwszymi poczynaniami młodego człowieka, który wszak kiedyś zawsze coś robi po raz pierwszy: po raz pierwszy staje na dwu nogach, po raz pierwszy mówi składnie całymi zdaniami, po raz pierwszy czyta sam książkę, po raz pierwszy się zakochuje, po raz pierwszy - w tajemnicy przed rodzicami zapala papierosa czy też wypija kieliszek wódki. I tu mnożą się możliwości. Jest ich nieskończoność. Młody człowiek może trafić do domu poprawczego, ale i może pewną nogą stanąć w progach wyższej uczelni, by po latach pracy stać się jej profesorem. Jaką drogą pójdzie? Nie dajmy się zwariować. Nie wszystko od niego zależy. Ale też wiele. Nawet jeśli młody człowiek będzie ambitnym egoistą wobec domu i rodziców, a więc zapragnie obrać drogę przeciwstawną ideałom rodzicielskim, to i wówczas wywieramy nań wpływ, choćby przez to że jakieś ideały, przekonania mieliśmy. A najgorzej młodemu człowiekowi, który nie ma od czego się nawet odepchnąć, bo wszystko wokół miałkie. Powiedziała mi kiedyś pewna znajoma pani, która wraz z mężem przebyła długą drogę od wsi rodzinnej do wielkiego miasta, że ją strach ogarnia, kiedy patrzy na swoje dzieci. Przecież i ona podlega twardej, bezwzględnej presji nowego środowiska. Tysiąca rzeczy musiała się nauczyć. Pewne konieczności stwarzają określoną dyscyplinę. Cóż ja mam do powiedzenia tym dzieciom, które szybko stają się przemądrzałe i ambitne?!" Otóż te dzieci nie potrzebują od rodziców informacji o istocie elektryczności czy też wykładów o stratyfikacji społecznej. Potrzeba im natomiast przykładów na co dzień pracowitości, uczciwości, może lojalności, może powściągliwości, może sprawiedliwości i tysiąca innych, których być może ta pani nie umiałaby nazwać lecz zapewne obdarza nimi poprzez swój przykład całe otoczenie. Bo wychowywanie wcale nie jest czymś, co się wymyśla i potem stosuje, lecz po prostu taki sposób postępowania na co dzień którego człowiek nie powstydziłby się. Tylko tyle? - zapyta ktoś. A tyle! - odpowiem. To wcale nie jest łatwe. A przecież, przy najlepszej woli. zdarza się. że hipokryci i egoiści pokpiwają sobie z własnego ojca i matki. Cicho, lub jawnie, ale kpią. ironizują. Nie szkodzi! Ich prawo, zwłaszcza w trudnym wieku. Wcale to nie znaczy, że lekceważą, czy też nie szanują. Nie należy ani przez chwilę tracić przytomności umysłu. Byleby nie udawać kogoś kim się nie jest bo młode oczy szybko to wypatrzą. Trzeba po swojemu pielęgnować te wartości, którym chciałoby się być wiernym. Nie ma młodego człowieka. który by tego u swych rodziców nie dostrzegł i nie docenił. Taka jest reguła, od której, rzecz jasna bywają wyjątki. A wówczas, z grubsza można być o własne dziecko, spokojnym. Oczywiście, to dopiero warunek wstępny: by mu drogę wymościć, ale też nieodzowny.

młody egoista