Moda żakiety i spódniczki.

Kiedyś żakiety leżały jak ulał modelując interesująco damską sylwetkę. Płaszczyki podobnie lubiły siedzieć na figurze. Spódniczki na ogół też były starannie dopasowane zaszewkami, aby tylko nie zrobiła się gdzieś zmarszczka psująca fatalnie efekt starannie wyprasowanej całości. A teraz nastały straszne czasy. Wszystko jest na opak; ubranie wygląda korzystnie i prawidłowo tylko wówczas kiedy zwisa, swobodnie marszczy się, kiedy tworzą się na nim załamki i fałdki, bo materii jest za dużo a figury za mało. Do czego to zmierza? - pytają ze zgrozą tradycjonaliści. Natomiast ludzie myślący nowocześnie szybciutko o modzie przyswajają sobie nowe tendencje uważając bowiem, że szkoda czasu na jałowe narzekania, z których poza tym i tak nic nie wynika. Jeśli zatem chcemy być w miarę nowocześni musimy przyjąć do wiadomości, że to co nosimy - od pewnego już czasu - przestało mieć formę, przynajmniej w klasycznym rozumieniu tego słowa. Udoskonalana latami, a więc idąca w kierunku uproszczeń forma spódnicy została już chyba doprowadzona do krańcowej prostoty. Najlepszym tego wyrazem i właściwą ilustracją są wiosenne propozycje, o których najkrócej i najtrafniej mówi się, że są za szerokie, za luźne i za długie. Przesada? Owszem, ale dla ukazania i zrozumienia zasadniczych tendencji przesada w modzie jest absolutnie konieczna. Garderobę mamy obecnie szeroką, luźną, swobodną, zwisającą i marszczącą się z wdziękiem. Sprzyja temu przede wszystkim brak formy, bo krój żakietu opiera się przeważnie na nie przylegającej do figury literze T, a tkaniny są miękkie, cienkie. Jeśli prostota formy kontynuowana jest od wielu sezonów, to w kwestii materii nastąpi jakby pewien odwrót od bardzo kosztownych tkanin. Nie znaczy to, że drogie luksusowe żakiety nagle przestają istnieć, ale wiosenna moda przyzwala na stosowanie również tanich tkanin i to niczego nie udających. W porównaniu choćby do odchodzącej zimy, kiedy piękna tkanina była podstawą wszystkiego, potraktować to należy jako duże ustępstwo na rzecz codziennej praktyczności. Przechodząc zaś do szczegółów, to jak sądzicie, której z proponowanych sylwetek można wróżyć popularność? Którą najszybciej zobaczy się na ulicy? Myślę, że powinna przyjąć się piętrowa, a więc ta preferująca noszenie jednego na drugim, każda rzecz innej długości, ale oczywiście wszystkie szerokie. Szeroka spódniczka albo spódnica, spodnie, na to swobodna, długa koszulowa bluzka, na to mała kamizeleczka albo coś w rodzaju żakietu ściągniętej w talii paskiem tunelowym. Ukłonem w stronę klasyki modnej są zestawienia obszernych luźnych spódniczek z miękkimi żakietami, które nie mają żadnych usztywnień, nawet podszewki, a ponieważ krojone są prosto, więc uzyskują w ten sposób linię obok figury. Kołnierzyki i klapki malutkie, prawie w zaniku. Bardzo mało widocznych zapięć i guzików, jeśli nawet są, to raczej ukryte. Przyszłość mają również wszelkiego rodzaju bluzy i wdzianka, ponieważ nosi się je zarówno do spódnic, jak i spodni, które wprawdzie krótsze i węższe, ale przeżywają widoczny renesans. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że każda całość składa się z samodzielnych części, które można komponować i zestawiać w zależności od potrzeb i upodobań. Ta tendencja kontynuowana jest z podziwu godną konsekwencją od dłuższego czasu i daje świetne wyniki. Dzięki tej koncepcji można za pomocą niewielu rzeczy stworzyć kilka, a nawet kilkanaście rozmaitych sylwetek.

 żakiet i spódniczka